- Nie odwracam się do was plecami. Jednak nie mogę dla was kłamać. .

. Nie potrafię!. Gatlin nie było jakimś skomplikowanym miasteczkiem. To było... po prostu Gatlin. Sąsiedzi. Odruchowo zacisnęłam dłoń na wisiorku, który do­stałam od Frankie podczas ostatniej wizyty w domu opieki. Wcisnęła mi go w rękę, niezdolna nic powie­dzieć. Wylew, który omal jej nie zabił, wykrzywił jej ry­sy. Dała mi staroświecki wisiorek ze srebra, z jasnym kryształem pośrodku. Nie sądziłam, że jest cokolwiek warty, ale ponieważ Frankie chciała, żebym go zatrzy­mała, dla mnie miał ogromną wartość.. – Nie chcę pani straszyć, ale musimy natychmiast przenieść stąd ojca. Do innego pokoju.     Kto wie, pomyślała, może próbowali? Podawali dzieciom dekokty sporządzone bez udziału magii?. - Clovis płaci lepiej..